DROGI DO NIKĄD



         Widziałeś autostradę elbląską na dwudziestym kilometrze? Lipcowym słońcem rozgrzane betonowe płyty, w mirażach z gorącego powietrza; po sam horyzont rozciągnięta droga, wśród trawiastych pagórków, pod niebem przeraźliwie niebieskim - pusta. Z rzadka przerzucone nad nią łuki żelaznych mostów, las na piaszczystym osypisku, przed tobą, za tobą - droga. Na jej szlaku nie leżą miasta, nie dochodzą do niej inne drogi, idą nad nią. Na granicy wbite betonowe słupy zamykają ten szlak bez celu. Bez drogowskazów, bez milowych kamieni ciągnie się w dal pusty pas betonu - zapomniany trakt

- droga do nikąd...     


         Na płaskowyżu wśród lasów podmiejskich - może byłeś tam kiedy - czyś widział szkielet gościńca, zarosły trawami? Dwa rzędy granitowych słupów wytyczają drogę, bez śladu koleiny. Pod darnią ukryty bruk. Zagubiona wśród traw droga - cień, zarosły szlak w półmroku wieczoru tchnie pustką. Na szczycie wzgórza kończy się pochód kamienny, ginie ślad. Nie jeździ tu nikt. Spowity w zieleń spokojnie drzemie kamienny duch drogi, drogi - zagadki,

- drogi do nikąd...     


         Staje przed nami życie - tabula raza. Co czujesz w obliczu wielkiej niewiadomej? Poszukaj celu. Czyżby też -

- droga do nikąd?!      



(15.V.1962; 0.13)