ZAPOMNIANYM TOREM



         Po wysokim nasypie w kłębach węglowego dymu przeleciał pociąg. Ciemna masa wagonów, wioząca w dal ludzi, stłoczonych w wąskich korytarzach, uwieszonych w rozhuśtanych "harmonijkach". Produkt potęgi myśli, który ściśniętemu w wypchanym wagonie podróżnemu unaocznia jego znikomość faktem, że jest on tysięczną częścią ładunku, przerzucanego codziennie tym wielkim szlakiem na setki kilometrów.

                 Przyjacielu z zatłoczonego pociągu - czy zdarzyło ci się kiedyś podróżować koleją jakimś zapomnianym bocznym torem, wśród przerosłych chwastem pól, gdzie najwyżej dwa razy na dzień przejeżdża archaiczna "ciuchcia" z długim kominem? Parowozik ciągnie za sobą kilka rozklekotanych dyliżansów - małe okienka, drzwiczki, zdobione mosiężne klamki, dachy z ornamencikami - żywcem przeniesione sprzed półwiecza na tło falistego krajobrazu, ktorym nie wstrząsnęła jeszcze teraźniejszość. Parowóz sapie i kopci, a staroświeckie wagony, prawie puste, stukają i skrzypią. Przez okno spoglądam na przesuwające się za nim słupy telegrafu, na zarośnięte zielem rowy, na budki dróżników oświetlane naftą i stacyjki w szczerym polu, na których prócz wpół spłowiałej tablicy z nazwą nie ma nic więcej; wśrod zapadającego wieczoru wsłuchuję się w rytmiczny stuk pociągu i smętny świst powietrza, opływającego zaokrąglone ściany wagonu. W rozległą, pustą przestrzeń rozchidzi się wysoki gwizd parowozu. Ów przeciągly, tęskny gwizd zawiera w sobie jakiś nieuchwytny tajemny zew dalekich dróg, tęsknotę za nieznaną przestrzenią i włóczęgą bez celu. A cała podróż zdaje się być pościgiem za czasem z minionej epoki, pochwyconym na tym odludziu w swej dawnej, nie zmienionej postaci. I odnoszę wrażenie, że czas zatrzymał się wśród pustki, przyhamowany spokojem, unoszącym się nad tym zawsze jednakowym krajobrazem - specyficzne wrażenie, którego nigdy nie uchwycisz w mieście.

                 Może właśnie dlatego, kiedy przechodząc obok stacji czuję zapach parowozowych spalin i słyszę gwizd lokomotywy, opieram się z trudem chęci podróży po starych, zapomnianych szlakach, aby odczuć to jeszcze raz...

                 Tak... Właśnie przejechał pospieszny... Na lśniących strunach żelaznej drogi niknie odblask czerwonych świateł ostatniego wagonu. Pośpiech, chroniczny pośpiech dwudziestego wieku...





(26.XI-10.XII.1963)