WIERSZ Z DEDYKACJĄ

	„ 2 stycznia 19..
		Alinie...

			W latarń gazowych zielonawym blasku
			zapamiętałem twarz Twoją i oczy,
			gdyśmy z Sylwestra wracali o brzasku...
			I czas się wtedy innym torem toczył
			dla mnie. Wśród zimy zakwitły powoje
			i zapachniały konwalie, a potem,
			gdym Cię pożegnał, Twoich oczu dwoje
			prześladowało mnie wciąż, w mózgu grzmotem
			huczał mi walc, ten ostatni... I chciałem
			dużo Ci wtedy powiedzieć; w tym wierszu
			chcę zamknąć myśli, których nie zdołałem
			wyrazić wtedy, gdy...”

		Nerwowym ruchem rozlałem przypadkiem
		kieliszek wina, płyn zalał mi kartę,
		wstałem, by zetrzeć. Zerknąłem ukradkiem
		na zegar. O, do licha, to już wpół do czwartej
		rano. Dość pisaniny. Rym się kleić nie chce.
		Czas spać. Dokończę może jutro, albo spalę...
		Nie ścieram biurka, choć plama na desce
		wielka i lepka...
					  Chciałem zasnąć, ale
		zapach Jej włosów, Jej oczy – tak blisko...
		widziałem ciągle w wyobraźni. Wino
		rozlało w głowie wielkie kłębowisko
		myśli. Na wpół śniąc, szeptałem
						    - Alino...

		Gdy, obudziwszy się w południe, pióro
		i papier z wierszem znalazłem na biurku,
		wiersz wydał mi się poetyczną bzdurą...
		Leczyłem kaca słoikiem ogórków,
		czekałem – może wreszcie chandra minie,
		i rozmyślałem z korniszonem w ręce:
		- Głupi idioto! Gdzież dzisiaj dziewczynie
		taki wiersz posłać... Wykpi go, nic więcej;
		wrzuci do kosza, powie – „Wariat”... Po co?
		Sam to potrafię zrobić. Nie ma rady?
		... Niedokończony wiersz, pisany nocą,
		rano zamknąłem w czeluści szuflady.

		A dni następne złą ironią losu
		cel odebrały mu i rację bytu.
		Został, jak powstał – (czas cofnąć niesposób) –
		- niedokończonym okruchem zachwytu...


			I tylko czasem, gdzieś w wieczór zimowy
			po raz dziesiąty czytam go, jak nowy;
			w chwili zadumy, o szarej godzinie
			- wiersz z dedykacją
						    - Alinie...






(30.XI.1963)